piątek, 29 lutego 2008

Informatycznie z dnia.

Taka uwaga dla osób sprzedających dyski twarde osobno lub z komputerem czy laptopem.
Dzisiaj dostałem zakupiony używany dysk. I tak w celach sprawdzenia, postanowiłem sprawdzić czy się da odzyskać dane z dysku po sformatowaniu i zmianie partycji na jedną.
Otóż po analizie spokojnie dało się odzyskać wszystkie dane.
Zalecenie...
zanim sprzedaż swój dysk:
  • skasuj wszystkie dane
  • wypełnij dysk danymi nic nie znaczącymi (np. jakimś wielkim plikiem, plikiem tekstowym typu "jdfiuhnfsui huybx2 ", jakimś ogólno dostępnymi plikami, tworząc kopie pliku albo podkatalogi) (im większy dysk tym większy problem ;) do wypełnienia)
  • po wypełnieniu dysku przeprowadź defragmentacje dysku
  • wykonaj pełne formatowanie dysku.
  • można jeszcze zmienić format na pojedyncze partycje i przeprowadzić kolejne formatowanie
Po co to? teoretycznie po nic, bo jeżeli dysk trafi do kogoś nie mającego pojęcia o odzyskaniu danych albo do osoby która tego nie zrobi np z przyczyn etycznych. Gra jest jednak warta świeczki, bo jak dane trafią do osoby która ma pojecie jak odzyskać dane i co z nimi może zrobić, to możemy mieć przegląd maili, konta bankowego. wszelkich pozostawiony i trzymanych kont i haseł.
Można też skorzystać z programów teoretycznie czyszczących skutecznie dysk. Ale nie badałem tych programów, więc nie wiem jaka jest ich skuteczność.

Kamyk wdzięczności...

czyli przypominacz...
Pomysł wzięty z filmu "the Secret".
Znajdujemy sobie kamyk, mały śliczny taki, że wiemy iż pasuje on do nas. Tak intuicyjnie wystarczy patrzymy trzymamy w dłoni i wiemy "ten".
Do czego taki kamyk?
Kamyk służy do tego żeby nosić go w kieszeni, lub w miejscu w takim z którego będziemy go wyjmować i mieć z nim kontakt co jakiś czas. Nie wiem czy torebka sie nadaje, bo nie mam doświadczeń w kwestii ale jak będziemy pamiętać żeby go wyjąć i położyć np.: na biurku, stoliku nocnym itp.
Kamyk jak wskazuje nazwa ma pomagać w utrwalaniu odruchu wdzięczności.
Jak stosować kamyk.
Rano wkładamy kamyk do naszej kieszeni torebki lub tego z czym się będziemy szlajać po okolicy.
Wieczorem wykładamy kamyk na szafkę, biurko lub gdziekolwiek.
Po co tak wkładać i wykładać?
To, że wkładamy i wykładamy daje nam okazje do tego by mieć kontakt z kamykiem minimum 2 razy dziennie. Za każdym razem kiedy mamy kontakt z kamykiem, sięgając do kieszeni lub torebki myślimy sobie za co jesteśmy wdzięczni, za co dziękujemy.
I tak np. wyjmując kamyk wieczorem rozważamy i czujemy wdzięczność za to co przydarzyło nam się w ciągu dnia. Wkładając kamyk rano odczuwamy wdzięczność np za to że: jesteśmy, jest piękna pogoda, mamy ciepła wodę, pyszne śniadanie, zdrowie nasze i naszej rodzinny lub poprawę zdrowia, prace. Za wszelkie radości i wyzwania.
No ale może się zdarzyć iż sięgając po do naszego przechowywacza kamyka w ciągu dnia mamy z nim kontakt, wtedy też odczuwamy wdzięczność, nawet jeśli jesteśmy wzburzeni czy się śpieszymy. Chwilka wdzięczności za piękny dzień lub za siły i szybkość którą musimy się wykazać by sprostać wymaganiom dnia, za mały sukces np w dotarciu na miejsce.
Oczywiście każdy ma swoje podziękowania i jest to kwestia indywidualna, grunt w tym żeby podążać i dziękować za dobre rzeczy a nie np za to, że komuś się coś nie udało. Jeżeli będziemy ćwiczyć wdzięczność z dobrymi intencjami, z zasady "energia podąża za uwagą" zaczniemy dostrzegać więcej dobrego w okół siebie.

poniedziałek, 25 lutego 2008

Planowanie...

czyli włóż najpierw duże kamienie...
Zacytuje powszechną historię, opisującą to zjawisko, która w zupełności odzwierciedla jak budować swoje cele.


Pewnego dnia stary profesor został zaangażowany, aby przeprowadzić kurs dla grupy dwunastu szefów wielkich koncernów amerykańskich na temat skutecznego planowania czasu. Kurs ten był jednym z pięciu modułów przewidzianych na dzień szkolenia. Stary profesor miał więc do dyspozycji tylko jedną godzinę, by wyłożyć swój przedmiot.
Stojąc przed tą elitarną grupą (która gotowa była zanotować wszystko, czego ekspert będzie nauczał), stary profesor popatrzył powoli na każdego z osobna, następnie powiedział: "Przeprowadzimy doświadczenie". Spod biurka, które go oddzielało od studentów, wyjął wielki dzban (o pojemności 4 litrów), który postawił delikatnie przed sobą. Następnie wyjął około dwunastu kamieni wielkości piłki do tenisa i delikatnie włożył je kolejno do dzbana. Gdy dzban był wypełniony po brzegi i niemożliwe było dorzucenie jeszcze jednego kamienia, podniósł wzrok na swoich studentów i zapytał:
„Czy dzban jest pełen?" Wszyscy odpowiedzieli: "Tak".
Poczekał kilka sekund i dodał: "Na pewno?". Następnie pochylił się znowu i wyjął spod biurka naczynie wypełnione żwirem. Delikatnie wysypał żwir na kamienie, po czym potrząsnął lekko dzbanem. Żwir zajął miejsce miedzy kamieniami... aż do dna dzbana. Stary profesor znów podniósł wzrok na audytorium i zapytał: "Czy dzban jest pełen?" Tym razem świetni studenci zaczęli rozumieć.
Jeden z nich odpowiedział: "Prawdopodobnie nie".
"Dobrze" odpowiedział stary profesor.
Pochylił się jeszcze raz i wyjął spod biurka naczynie z piaskiem. Z uwagą wsypał piasek do dzbana. Piasek zajął wolną przestrzeń miedzy kamieniami i żwirem. Jeszcze raz zapytał: "Czy dzban jest pełen?" Tym razem, bez zająknienia, świetni studenci odpowiedzieli chórem: "Nie".
"Dobrze" odpowiedział stary profesor.
I tak, jak się spodziewali, wziął butelkę wody, która stała na biurku i wypełnił dzban aż po brzegi. Stary profesor podniósł wzrok na grupę studentów i zapytał: "Jaką wielką prawdę ukazuje nam to doświadczenie?"
Niegłupi, najbardziej odważny z uczniów, odpowiedział: "To pokazuje, że nawet jeśli nasz kalendarz jest całkiem zapełniony, jeśli naprawdę chcemy, możemy dorzucić więcej spotkań, więcej rzeczy do zrobienia".
"Nie" odpowiedział stary profesor - "Nie o to chodziło".
"Wielka prawda, którą przedstawia to doświadczenie, jest następująca: Jeśli nie włożymy kamieni jako pierwszych do dzbana, później nie będzie to możliwe!".
Zapanowało głębokie milczenie, studenci uświadomili sobie oczywistość tego stwierdzenia. Stary profesor zapytał:
"Co stanowi kamienie w waszym życiu? Wasze zdrowie? Wasza rodzina? Przyjaciele? Zrealizowanie marzeń? Robienie tego, co jest waszą pasją? Nauka? Odpoczynek? Czas? Albo jeszcze coś innego? Należy zapamiętać, że najważniejsze jest włożyć swoje KAMIENIE jako pierwsze do dzbana, w przeciwnym wypadku ryzykujemy przegrać... własne życie. Jeśli damy pierwszeństwo drobiazgom (żwir, piasek), wypełnimy życie drobiazgami i nie będziemy mieć wystarczająco dużo cennego czasu, by poświęcić go na ważne elementy życia. Zatem nie zapomnijcie zadać sobie pytania: "Co stanowi kamienie w moim życiu?" Następnie, włóżcie je na początku do waszego dzbana (życia)" Przyjacielskim gestem dłoni stary profesor pozdrowił studentów i powoli opuścił salę...

niedziela, 24 lutego 2008

Konsekwencja...

czyli ćwiczenie czyni mistrza...
Łatwo powiedzieć gorzej zrobić zwłaszcza jeśli nasze uzależnienie od naszego "dobrego" stanu jest na tyle silne, że przełamanie go wymaga wielu dni, konsekwentnego podejmowania decyzji.
I chociaż mamy nasze wspaniałe cele i marzenia, bez konsekwentnego działania i pilnowania naszego kierunku wszystko to się rozjedzie. Najpierw jakoś tak wyjdzie, że zamiast zrobić, to co przybliża nas do naszego celu znajdziemy sobie coś innego. Obejrzymy film, spotkamy się ze znajomymi, przeczytamy książkę, cokolwiek co zajmie nam czas tak aby można było się wykręcić.
Bo już trzeba iść spać, bo jeszcze trzeba zrobić coś ważnego do pracy, albo z kimś porozmawiać.
Jakoś tak wychodzi, że przy konsekwencji przez ostatni tydzień, dwa, albo nawet trzy przychodzi dzień takiego rozmycia. Tak czy inaczej nasza konsekwencja zostaje poddana próbie. I to nie jest jedyna próba do powrotu do starego "dobrego". Jeden raz nasze działanie konsekwentne się rozmyje. Następnie albo już to wystarczy albo podejmiemy kolejne konsekwentne działania.
Najczęściej zaraz po pierwszym rozmyciu po kilku dniach przychodzi następne, a później kolejne.
Dochodzi do tego, że nasz cel się rozmywa mimo, że wykonujemy wiele niepotrzebnych i ogólnie marnujących czas, chociaż najczęściej przyjemnych dla nas czynności. Jedyny stan w którym robimy coś co nas absorbuje, a zasadniczo nie przynosi jakiegoś efektu typu poszerzenie wiedzy w znacznym stopniu jest tak zwane zamkniecie w astralu. Jest to jakby taki trans, stan w którym się w pełni się skupiamy na tym co robimy. To jest przeważnie kolejny etap na zniwelowanie obranego przez nas kierunku. Popadamy w taki letarg umysłowy. I zamiast poświęcić, te kilka chwil na podbudowanie naszej wizji na doładowanie naszego projektora energią albo przećwiczenie tego co chcemy udoskonalić, zatapiamy się w nic nie wnoszących dla nas czynnościach.
Przychodzi mi taki przykład, iż zmiana i konsekwentne dążenie w danym kierunku jest jak u alkoholika zerwanie z nałogiem. Kiedy alkoholik czy palacz zrywa z nałogiem i chce to zrobić skutecznie, to wie, że jeśli pozwoli sobie na mały kieliszek, dwa dymki to szybko wróci do tego co było. Najpierw będzie piwko, papierosek tak dla towarzystwa, a później dwa piwka wódeczka, papierosek dla towarzystwa częściej itd. Po kilku tygodniach albo szybciej powrót do tego co było.
Naszym uzależnieniem jest nasze "dobre" życie. I chcąc zmienić kierunek naszego widzenia siebie czy sposobu działania, sposobu widzenia i postrzegania świata w pewien sposób zrywamy z naszym "dobrym" nałogiem. Lata przyzwyczajeń i postrzegania świata są tak ukorzenione, iż wyrwanie ich wymaga, wielkiego skupienia i odpowiedzialności za to co chcemy osiągnąć, za podążanie w zadanym kierunku.

Właśnie przyszła mi taka myśl aby w widocznym miejscu najlepiej obok naszej tablicy albo na niej zadać sobie pytania.
Czy zrobiliśmy to (to co sobie zaplanowaliśmy robić, w celu osiągnięcia naszego celu)?
Jeśli nie, zrób to TERAZ.
Czy pomyślałeś(aś) o sobie (w sposób w jaki chcesz o sobie myśleć)?
Jeśli nie, zrób to TERAZ.
Czy pomyślałeś o swojej rodzinie przyjaciołach, bliskiej osobie w miły sposób?
Jeśli nie, zrób to TERAZ.
itd.
Odpowiedź na kolejne pytania wtedy kiedy je zobaczysz. I jeżeli nie planujesz sobie codziennego kopania ogródka albo prac, które wymagają specyficznych warunków jak ciepły dzień czy tym podobnych. A właśnie owe warunki są nie sprzyjące zróbmy to co możemy zrobić np. zaplanujmy kolejne działania przygotujmy narzędzia itp.

Jeżeli nie pomyśleliśmy o czym pomyślmy TERAZ. Kilka myśli nie zawali nam planu dnia.

Odpowiedź powinna być uczciwa jeśli chcemy mieć podstawę do tego aby uważać nasze słowo za ważne i mieć szacunek dla samych siebie. Jak inni mają nas szanować i liczyć na nasze zdanie, jeśli sami sobie nie możemy zawierzyć. Co prawda lepiej jest zrobić i być konsekwentnym w swoim działaniu dla kogoś innego niż dla samych siebie. Ale to my jesteśmy najważniejsi dla siebie.

Czy pomyślałaś(eś) o sobie, że jesteś wspaniałą cudowną osobą? Zrób to TERAZ.
Czy pomyślałaś(eś) o dziś, że kochasz siebie? Zrób to TERAZ.
Czy podziękowałaś(eś) sobie, za jesteś? Zrób to TERAZ.

czwartek, 21 lutego 2008

Chciała bym, ale boję się...

czyli uzależnienie czy siła nieznanego...
Na początku był chaos.... (cytując filozofów)
Zacznijmy od początku... gdy byliśmy w łonie naszej mamy. w którymś dniu uzyskujemy świadomość chociaż niewielu z nas to pamięta, jeśli w ogóle można powiedzieć, że mamy świadomość. Ale niektórzy dowodzą, że można mieć skrzywienia w związku z życiem płodowym. Korzystając z filmu "I kto to mówi", można powiedzieć, że życie bajka rośniemy sobie w ciepełku, papu samo przychodzi, miło przytulnie sympatycznie. Słyszymy głosy i przyzwyczajamy się do naszego błogosławionego stanu.
Cześć (jeśli mamy już świadomość) wierzy w życie poza tym wspaniałym światem dla innych to po prostu nie do pomyślenia, że może być inny świat ;). Innymi słowy jedni czekają aż wyjdą, inni chcieli by zostać w miejscu, w którym im tak dobrze.
No ale chcąc niechcąc albo wypychamy się sami albo nam pomagają zobaczyć ten inny świat.
Dla jednych trauma dla innych wyzwanie. Co prawda zimno jasno i biją. Ale sie nawrzeszczymy, nawrzeszczymy i w końcu zaakceptujemy naszą nową rzeczywistość.
Mówią, ze Ci co sami wyszli są bardziej ciekawi świata i bardziej waleczni ;) To tak jak z tą larwą motyla, której jak sie przetnie kokon to już nie będzie miała na tyle silnych skrzydełek (naturalnie rozrywając go), że nie da rady się nauczyć latać.
No, ale jakby mniejsza o motyle, one żyją tylko kilka dni albo mniej. Chociaż, nasze życie średnie z 80 lat (to chyba uśrednienie bardzo w górę) ale powiedzmy, że człowiek żyłby 100lat wiek cały. Czy to dużo? Piramidy stoją około 5 tyś, jak nie 10 tyś lat. Po prawdzie, to raczej nie wiedzą ile i są to raczej domniemania. Więc, średnio jak sie nie wyróżnimy np jak Jezus, nie będziemy królem, czy kimś istotnym w historii, to i tak po 1000 lat raczej o nas zapomną, nic nie przetrwa itd.
(pomijam reinkarnacje, chociaż bądź co bądź i tak nikt nie pamięta kim był i co robił)
Wracając, urodziliśmy się, przyswajamy się do otoczenia rośniemy, naszymi mentorami są rodzice, albo podwórko ewentualnie niania, czy ogólnie nieokreślony zespół ludzi. (Chociaż w pewien sposób określony.) Zostajemy ukształtowani uczymy się rozwijamy, pobadamy w jakieś schematy myślowe. W pewnym momencie albo sami dostrzegamy, że w gniazdku nam nie za dobrze, albo np poprzez studia, czy inne przypadki losowe, wiemy, że takie życie nam nie pasuje. I zmieniamy je idziemy na studia, podejmujemy prace, wyjeżdżamy za granicę. Później się ustatkujemy.
We wszystkich etapach życia, uzależniamy się od czegoś.
Od ludzi, od głównych myśli w rodzinie na dany temat, od zwierzchnictwa kogoś w rodzinie, od typu znajomych od używek, od telewizora, komputera, komórki, od biegania, od aktywności, od danego sposobu na życie.
Wszystko jest OK jeżeli w tych schematach odnajdujemy swój sens i czujemy się zrealizowani.
Przeważnie jest tak, że dzieci praca dom czyli troski dnia codziennego.
Mamy pracę, wpadamy w schemat, mam pracę to super... (co z tego ze skończyłem prawo, architekturę, cokolwiek) mam pracę zarabiam marne grosze... jest super. Mam prace.
Rodzina i szkoła, studia przeważnie przyjmują tryb skończysz studia pójdziesz do pracy. Co prawda może się tego nie odczuwa, ale na to jest ogólne nastawienie.
Tyle że często wybiera się studia z mody, albo dlatego że na lepsze byli inni bardziej chętni.
W każdym razie. Nawet jeśli ktoś, zarabia grubą kasę niekoniecznie musi czuć się zrealizowany. A Ci co wiążą koniec z końcem na ledwo wiążące się supełki.
Przecież gdyby w szkole uczyli przystosowania do życia (niby teraz taki kierunek), mądrości finansowej, sposobów wykorzystania i pomnażania kapitału. W wieku 35 lat każdy powinien mieć wystarczającą ilość środków na dostanie życie, nie mówiąc o tym, że pomnożenie po przodkach by już wystarczało. Ale mamy lud jaki mamy który potrafi zarobić miliardy w krótkim czasie jak i miliardy stracić.
Mamy, więc prace, rodzinę, co część osób zamyka, że jak już mają jaką mają to powinni się cieszyć ze w ogóle mają... Z biegiem lat się przyzwyczajajmy utrwalając w swoich komórkach właśnie takie wzorce energetyczne. I nawet jak pomyślimy że moglibyśmy coś zmienić, to nawet jeśli zmienimy, to na podobne. Ponieważ siła naszego przyzwyczajenia jest tak wielka, że ciągnie nas do naszego dobrego przyzwyczajenia. Bo było jak było ale było dobrze. Jeśli zmienimy diametralnie, naszą prace nasze nastawienie, to i tak trzeba użyć dużej siły woli i mądrości, aby nie wrócić do tego co było.
Zwykli ludzie wygrywają w totolotka wielkie sumy. I bywa to dla nich przekleństwo.
Po pierwsze nie wiedzą, co mają ze sobą zrobić, bo już nie muszą żyć jak dotychczas.
Po drugie podnoszą swój standard życia, najczęściej nie inwestując albo nie lokując kapitału, który byłby zabezpieczeniem na przyszłość.
Wiele osób, które zdobyły swoje fortuny w ciągu 10 lat stawali się biedniejsi niż zanim je zdobyli. Siła przyzwyczajenia, do tego brak wewnętrznego przystosowania do zmiany, powoduje powrót do tego co było. Bo to znamy było jak było, ale było dobrze...

Inny przykład:
Była sobie babcia, babcia była schorowana już od jakiegoś czasu, rodzina się nią opiekowała itd. sprowadzono szamanów, żeby ją uleczyli. Po wizycie szamanów babcia po kilku dniach zaczęła chodzić, rozmawiać cieszyć się życiem. Przez jakiś czas nikt nic od babci nie chciał, więc było wszystko w porządku. Ale po dwóch tygodniach jak domownicy zobaczyli, że babcia dobrze się czuje, zaczęli prosić babcię, żeby zrobiła to czy tamto. Nie minęły kolejne 2 tygodnia babcia była chora. znów zwracano na nią uwagę, opiekować się itd.
Jest to też przykład na manipulację otoczeniem.
I tak jak uzależniamy się od słodyczy, pracy, papierosów komputerów itd...
Tak uzależniamy się od określonego stylu życia, stylu bycia. Niekoniecznie musimy lubić to jakimi jesteśmy, ale np przynosi to efekt więc dobrze być takim. A później jak to mówią "wchodzi to w krew".
Później nie da się żyć bez tego... a żeby to zmienić trzeba nasz krwiobieg dostosować do nowych celów do nowego widzenia siebie.
faktem jest, że da się to zrobić natychmiastowo. Ale aby to osiągnąć potrzebny jest duży impuls zewnętrzny lub wewnętrzny. Może on być przyjemny bądź nie przyjemny. Grunt ,że jest skuteczny.
Uzależnienie buduje też wątpliwości, ale rzucisz to co robisz, to czym się zatruwasz już od tylu lat, zmienisz swój światopogląd, zaczniesz myśleć o sobie inaczej. Czy chcesz zamienić to co może nawet niekoniecznie dobre, ale znane, na to co nieznane i niby niewiadomo czy dobre czy złe.
Jeżeli ktoś jest w toksycznym związku i tra w nim, cierpi ale trwa, ponieważ myśli, że znalazł(a) swoje wiaderko szczęścia, miłości, i że jak z tego zrezygnuje to mu się nikt lepszy nie trafi.

Dlatego jeśli masz swoje marzenia, sięgaj po nie i wprowadzaj je do swojego krwiobiegu, aby pewnego dnia zauważyć. O jestem innym człowiekiem świat w okół mnie jest taki jaki pragnę.

Ty nad poziomy wylatuj

Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga

Łam, czego rozum nie złamie

wtorek, 19 lutego 2008

Kto sieje wiatr zbiera burze...

czyli nie czyń drugiemu (sobie) co tobie nie miłe...
Ponieważ jako człowiek parający się szamanizmem (chociaż... raczej amatorsko) z pojęciem wiedzy, że mogę wpływać na pogodę. Wychodzę to przestaje deszcz padać, chmury się rozstępują nic wielkiego w sumie. Jedynie co to z wiatrem nie umiałem się dogadać. Kiedyś miałem taki dzień, że moje starania nie bardzo odnosiły skutek z wypogodzeniem. Do tego zostałem z lekka szturchnięty ambicjonalnie, bo przecież nikt nie ma wpływu na pogodę. No to powiedziałem sobie w duchu " nie ma?!?, to ja Ci pokażę!!!" Przed powrotem do domu skupiłem się, żeby była burza, taka jakiej tu jeszcze nie widzieli. Następnego dnia okazało się, że zostaliśmy zaproszeni przez rodzinkę w miejsce w którym byłem tyle, że oddalonym o 2 km. Był to 3 dzień po mojej myśli "ja Ci jeszcze pokaże". Piękny letni dzień, pięknie normalnie dzień cudowny. Po godzinie czy dwóch od naszego przyjazdu, zaczęło wiać, przyszły chmury. W pewnym momencie był taki fajny efekt. Chmury ułożyły się tak, że zostało kółeczko na słońce, niczym na błysk lunety snajpera tuż przed oddaniem strzału.
I padł strzał, najpierw zaczęło padać lekkim deszczem niczym wystrzelona seria na postrach przeciwnika. Ponieważ było ciepło było nawet przyjemnie. Ale następnie wiatr wydął swe płuca i powiało chłodniejszym powietrzem do tego tak powiało, że namioty przy przyczepach zaczęło podnosić. Wszyscy nie patrząc na to czy chłód czy deszcz pobiegli trzymać główny namiot pod którym była kuchnia. Było nas tam z 9 osób, każdy trzymał ile miał sił w rękach. Ale wiatr niestrudzenie raz za razem podnosił zapięty i trzymany namiot. Do tego deszcz co rusz zalewał dach namiotu powodując zagrożenie załamania się. Namiot przy innej przyczepie nie wytrzymał naporu wiatru i deszczu. Do tego doszła artyleria z gradu. Zaliczał trafienia raz za razem. A to w czyjeś ręce trzymające rurki namiotu a to w głowy jeżeli ktoś miał blisko do płachty. Po pół godzinnej walce namiot został obroniony. Ale ogólne straty były ogromne. Połamane namioty, u sąsiada nie wytrzymał namiocik i odfrunął na pole, połamała się altanka z drewna. Kilka drzewek nie wytrzymało. Burza była jakiej dawno nikt nie widział.
Co prawda osoba wątpiąca, w moje zdolności nie była świadkiem, ale ja byłem :D
co zasiejesz to zbierzesz...

Można powiedzieć przypadek. Zbieg okoliczności. Niefart losu czy cokolwiek innego.
Możliwe, że to nie tylko moja "zasługa", chociaż Ci co liczyli szkody raczej by mnie zlinczowali ;)
Kto wie, ile osób wsparło mój "projekt", albo ilu wzmocniłem sygnał. tego nikt poza tym co widzi nasz świat w 4 wymiarach lub więcej nie zbada. Trzeba by zapisać wszystkie myśli, emocje, wypowiedzi każdego człowieka w regionie. Ale to jest naruszenie praw wolności człowieka ;)
Wiele z nas uważa, że na to co się dzieje nie mamy wpływu. Jednak czy naprawdę?
Większość naszego ciała jest nowa co kilka miesięcy, a co 3 lata nasze ciało ma nowe wszystkie organy.

Większość naszego ciała to woda.


Japoński naukowiec Masaru Emoto zbadał próbki wody pod mikroskopem. Zamroził je i sprawdzał ich kształt. Woda była poddawana różnym myślą naklejonym na butelki, a następnie zbadana. Więcej o eksperymentach w książce Masaru Emoto "Woda - obraz energii życia".
Efekt:
(znalezione tu)
- Woda destylowana
- Przez Ciebie choruję. Ja Ciebie zabiję.
- Dziękuję
- woda przed modlitwą
- woda po specjalnej modlitwie.

Wnioski...

W sumie te obrazki mówią same za siebie. Nawet kawałek kartki naklejony na butelkę może zmienić kształt strukturalny wody. Jaki więc mamy wpływ, na świat na nas... przecież my to woda, woda która jest pojona codziennymi myślami, ja to jestem taki, ja to jestem taka. Jeżeli ten sam ryż zamknięty w słoiku może sfermentować i mieć miły zapach pod wpływem słowa "dziękuję", a drugi zgnić bo karmi się go myślą np "ty głupcze". To co się staje w nas którzy na co dzień słyszą, od samych siebie albo od innych, że jesteśmy głupi, idiotyczni itp. Niby to takie dziwne powiedzieć kocham siebie, dziękuje że jestem, jestem wspaniałą osobą. Bo niby nie jesteśmy. Ale czy ktoś nam broni być?? I czy warto myśleć o innych źle??? Zwłaszcza jeśli wypływa w nas gniew, czy złość sami karmimy się tym stanem i największą ofiarą takiego stanu jesteśmy głównie my.

Powiedzmy sobie:
kocham siebie, dziękuje że jestem, jestem wspaniałą osobą

poniedziałek, 18 lutego 2008

Energia podąża za uwagą.

czyli to na czym się skupiamy wzmacniamy...
Czasem to o na czym skupiamy naszą uwagę przychodzi w nieoczekiwanym momencie. Czy trzeba wiedzieć aby się coś spełniło? Dobrze jest wiedzieć, ale czasem wystarczy zawierzyć oddać sprawę w inne ręce. Skupić się na danej rzeczy/ sprawie przez chwilę i wzmocnić sygnał oddając sprawę w ręce Boga, Jezusa, Buddy czy świętych. Wystarczy, że wiemy, że dana osoba czy istota ma w naszych oczach autorytet i podświadomie wiemy, że jest na tyle wpływowa lub wszechmocna, że da radę załatwić naszą sprawę. I to czasem wystarcza.
Jednak świat zarządzany przez Boga, jest zaskakująco prosty i czasem tak zaskakująco dowcipny, że nigdy nie wiadomo czego można się po nim spodziewać.
Kilka lat temu byłem u znajomych nad jeziorem. Po coś pojechaliśmy do lokalnego sklepu, wychodząc zobaczyłem ogłoszenie, że zaginął człowiek i rodzina poszukuje go, albo informacji o nim już od pół roku. Niewiele myśląc pomyślałem żeby się odnalazł, oddałem sprawę Bogu i zapomniałem. Po kilku tygodniach, pojechałem nad to samo jezioro tylko w inne miejsce. Dojeżdżamy pod domek, a tu policja, karawan, godzinę wcześniej sąsiadka znalazła ciało poszukiwanego, na brzegu. Człowiek został odnaleziony, niestety martwy. A ja zostałem powiadomiony dość dosadnie, że sprawa została załatwiona.

Bóg czy świat odpowiada najczęściej przez inne osoby albo przez zdarzenia, czasem zwierzęta.
Kiedyś będąc na spacerze, miałem taką chęć uzyskania znaku, że Bóg jest ze mną. Zanim skończyłem swoją przepełnioną oczekiwaniem i nadzieją myśl zwracając głowę ku niebu, poczułem, że coś mi sie majta po nogach. Popatrzyłem pod nogi, a tu na tak zwanej drodze po środku niczego, mizia się kocię po moich nogach i przepojone miłością jest odpowiedzią na mój postulat. (odpowiedź na pytanie: nie zabrałem go do domu ;)
Innym razem chciałem pójść droga o której wiedziałem, że lat temu X była, ale teraz zarosło i nie było jej widać, już robiła się szarówka. Więc utrudniało to rozpoznanie. No ale szedłem sobie z wolna na przeciwko mnie majaczyły jakieś dwie postacie. Pomyślałem fajnie było by znaleźć tą drogę. i poszedłem z wolna dalej nie skupiając sie na rozglądaniu. Po kilku metrach owe osobniki które szły z przeciwka, skręciły z głównej w boczną. No akurat w tą której szukałem.

Świat odpowiada nam innymi ale czasem potrzebuje nas jako odpowiedzi.
Pewnego razu siedząc w domu. Coś mnie tknęło żeby pojechać samochodem na skrzyżowanie wylotowe miasta i tam postać. No ale włączył sie rozsądek, że środek nocy i co ja będę tam robił, poza tym nie ma gdzie stanąć. No ale poszedłem samochód został. Kilka minut poszwendałem sie w pobliżu skrzyżowania. Patrzę a idzie jakiś człowiek w oddali zasuwa jak mały parowozik, niesie kanister, cały czas szedł i w prawie biegu pytał mnie gdzie znajdzie stacje benzynową czynną o tej porze, bo mu benzyny zabrakło kilka kilometrów od miasta. Dołączyłem do niego w jego marszu i tłumaczyłem drogę, co prawda nie byłem pewien czy jest nadal czynna. Chciał też informacje o taksówce no to mu powiedziałem i sie rozeszliśmy. Po chwili mi się przypomniało, że mógłbym wziąć samochód i mu pomóc, ale jak wróciłem na ulicę to już zniknął...
Ów człowiek miał bardzo dużą determinacje i pewność tego że znajdzie paliwo i transport. Ja gdybym posłuchał intuicji mógłbym mu pomóc bardziej, ale trochę rozsądku wzięło górę i pomogłem tylko trochę.
Przypadków można by mnożyć. W każdym życiu człowieka. Czasem trzeba sobie mocno utrwalać daną sprawę czasem wystarczy pomyśleć, i oddać sprawy instancje wyżej.
Większość myśli, że to przypadki, zbiegi okoliczności, szczęście lub nieszczęście. Lecz wszystko jest konsekwencją myśli, niekoniecznie stworzonej niedawno.

To o czym myślimy wzrasta oraz ma odbicie w świecie.